Strona Główna ˇ O autorze ˇ Kontakt ˇ Katalog stronPoniedziałek, Maj 28, 2018
Nawigacja
Strona Główna
O autorze
Kontakt
Katalog stron
OPOWIADANIA
1. OKNO DO RAJU
2. KOŁODZIEJE
3. PUDEŁKO SZAFRAŃSKIEGO
4. KAWA-ŁEK CZEGOŚ
5. WIELKA UCIECZKA
6. INSTRUKCJO-PISARSTWO
7. BAJKA O MAŁŻACH
8. OD ZERA DO MILIONERA
9. NIEWIDZIALNI
10. KAMIEŃ PRZYDROŻNY
OD ZERA DO MILIONERA

Jakkolwiek pierwsza książka Otokara Teklińskiego była beznadziejna, to jej autor nie zniechęcił się i po 10 latach powrócił ze śmietnika historii, w sam środek pisarskiego tygla.
Z pewnością powrót ten otworzył nowy epokę w historii literatury. Druga i wszystkie kolejne utwory Teklińskiego łączy chwiejny styl i rwąca się akcja. Jego bohaterowie bez logicznego uzasadnienia zmieniają personalia, a nawet płeć. Mimo tego książki Teklińskiego się niemal połyka. Kiedy się jedną doczyta do końca, błaga się o następną. Fenomen!
Co ciekawe świat zna wyłącznie jego książki napisane już w wieku dojrzałym. Ta którą napisał i wydawał jako młody pisarz, przepadła gdzieś bez śladu. Część krytyków i badaczy literatury przypuszcza, że nikt nie kupił ani jednego egzemplarza i cały nakład poszedł do pieca.

Tajemnica sukcesu kolejnych książek wydawanych przez Teklińskiego tkwiła i tkwi po dziś dzień w tym, że każdy czytelnik niezależnie na jakim stopniu intelektualnego rozwoju się znajduje, odnajdzie w nich bliskie swemu poziomowi prawdy – czasami w komicznej oprawie. Fortunę Tekliński zbił pośrednio na koślawej psychice statystycznych Polaków, małych duchem i prostych zwojami mózgowymi. Oni to, nie mogąc pojmować głębi wynurzeń Teklińskiego, wybuchali nerwowym śmiechem, który to pozwolił zaszufladkować te pozycje książkowe do kategorii „lekkie łatwe i przyjemne”.
Gdy profesor Dziadowski, znany i ceniony badacz literatury brukowej, wielokrotnie tłumaczył, że Tekliński nie pisze ku uciesze ludu, ale ku chwale nauki. Okrzyknięto jego wypowiedzi elementem zabawnej kampanii reklamowej najnowszej książki Teklińskiego, mającej się ukazać w niedalekiej przyszłości.
Sam Tekliński pytany o swoją prozę, niezmiennie zachowywał się dziwnie. Raz chichotał, to znowu się zasępiał, albo machał rękami, czyniąc niezrozumiałe gesty.   Jedni uważali, to za przejaw ekscentryczności, a drudzy za przejaw choroby psychicznej. Za tym drugim przemawiało również to, że Tekliński pobudował dom z surowców wtórnych na środku wysypiska śmieci.
Zaiste. Za sprawą choroby psychicznej, a konkretnie schizofrenii, o Teklińskim było głośno jednak owa choroba drążyła wcale nie jego, ale kogoś zupełnie innego.

* * *

Ziemowit Małolepszy pasję tworzenia odkrył w sobie na wiosnę tego roku, kiedy to Tekliński obchodził pierwszą rocznicę swojej kontrkulturowej kontestacji na śmietniku. Małolepszy, był świetnie zapowiadającym się wariatem. Na tyle jednak przytomnym na umyśle, by nie marzyć wówczas o zostaniu laureatem literackiej nagrody Nobla. W istocie laureatem nagrody Nobla nigdy nie miał zostać. Ale nie znaczy to, że na nią nie zapracował.
Pisząc niejako grał na klawiaturze swojego komputera. Pisał zamaszyście, jak gdyby był wirtuozem na konkursie fortepianowym. Tak powstawała jego proza! Twórczość traktował bardzo poważnie. Tak bardzo poważnie, że był zbyt zajęty by publikować swoje teksty. Nie chciał marnować czasu. Tłumaczył, że przecież gdyby zajmował się załatwianiem publikacji, to nikt z domowników w tym czasie by za niego nie napisał wielu ciekawych kwestii.
Pewnie miał rację. W rodzinie Małolepszych nikt nie miał zamiaru czynić prób wydawania prozatorskiego bełkotu Świra Ziemowita - jak go pieszczotliwie nazywali. Nikt nawet nigdy nie spróbował rozczytać bazgrołowatych rękopisów.
Gdy ich sterty przestawały się mieścić na biureczku, gosposia wyrzucała je do kosza, przy milczącej aprobacie całej Małolepszej familii.
Mało kto wiedział, że rękopisów tych nie czytał nawet sam autor. Czytanie również postrzegał jako stratę czasu. Mawiał, że jego rzeczą jest pisanie, a nie czytaczem. Nie widział powodu żeby je czytać, nie miał zamiaru niczego w nich poprawiać, ani zmieniać. Utrzymywał że, nie forma jest najważniejsza, ale treści jakie niesie.
W swoim mniemaniu Ziemowit Małolepszy był może nie mesjaszem, ale filozofem i głosicielem nowej prawdy. Jednak w rzeczywistości był raczej tylko… eksperymentatorem. W swoich tekstach analizował wzajemne oddziaływanie zjawisk, dziedzin i dyscyplin pozornie nie mających nic wspólnego ze sobą. Zestawiał ze sobą np. zagadnienia fizjologii greckiej z mechaniką precyzyjną i psychotroniki z chemią gospodarczą. Wskazywał na zależności zachodzące w tych wydawało by się diametralnie rożnych dziedzinach.
Miał nawet wrażenie, że pisze uczenie. Obawiał się trochę, że potencjalny przeciętny czytelnik nie przebrnie nawet przez pierwszy rozdział jego książkowych wywodów. Pisał bowiem językiem fachowym i obfitującym w trudne słowa, których stosowanie było jak mu się wydawało konieczne przy dogłębnym i drobiazgowym wyłuszczeniu istoty zagadnień.    
Być Może z tego powodu dość często całą treść swoich traktatów filozoficznych starał się zmieścić w jednym rozdziale. Choć bywały i krótsze.
Przykładem książki jedno-rozdziałowej może być np. traktat pt. „Skrywana prawda o pozyskiwaniu papieru z papierocytu”.


 * * *

Dowodził w niej, że Papierocyt importuje się z  Gwineii, ze złóż zalegających średnio 20metrów pod poziomem tamtejszej dżungli.
Papierocyt jest twardą skałą, którą wydobywa się w blokach sześciennych o wymiarach metr, na metr, na metr. Dopiero w Europie istnieje technologia umożliwiająca cięcie bloków papierocytu na cienkie plastry zwane kartami.
Udowodnienie światowego spisku rządów (chyba państw europejskich), które ukrywają prawdziwe pochodzenie papieru przed zwykłymi ludźmi, zajęło Małolepszemu jeden rozdział. Było to możliwe, dzięki zastosowaniu ciekawego manewru literackiego, polegającego na tym, że cały opis procesu technologicznego pozyskiwania papieru znalazł się we wstępie do książki.  Jej treść zasadnicza była tylko analizą kontekstu politycznego całego tego spisku, o którym nie dało się dużo napisać, z uwagi na jego głębokie utajnienie i wynikający z tego brak jasnych dowodów.

Małolepszy, nawiązał do spiskowej teorii produkcji papieru jeszcze, w innej swojej książce. Tym razem skupił się na opracowaniu nowatorskiej technologii wydawniczej, polegającej na   zadrukowywaniu powierzchni skalnych bloków papierocytu jeszcze przed ich plastrowaniem, czyli przed uzyskaniem kartek papieru poprzez cięcie skały na cienkie plasterki. Udowadniał, że taka metoda pozwoliłaby na szybsze i tańsze wydawanie prasy codziennej, czy choćby krzyżówek.   
Ta właśnie rozprawa była pierwszą, jaką pod postacią rękopisu znalazł na śmietniku dziad śmietnikowy, choć nie pierwsza, jaką napisał Małolepszy i nie pierwsza, jaką publikował Tekliński. Pierwsza jaką opublikował z sukcesem!

* * *

 Tekliński po wspomnianych na wstępie nieudanych próbach pisarskich i kopniaku jakiego doświadczył opuszczając siedzibę swojego pierwszego i zarazem ostatniego wydawcy, doznał załamania nerwowego. Odciął się od ludzi i cywilizacji. Z dnia na dzień stał się na ponad dekadę bezdomnym dziadkiem śmietnikowym, zmieniającym stare szmaty jak rękawiczki i pławiącym się w makulaturze. Był na swój sposób szczęśliwy . Wieczorami lubił leżeć na tekturowych pudłach, patrzeć w gwiazdy i czytać sobie przy blasku latarni makulaturę. Tu właśnie po raz pierwszy zetknął się z rękopisami, których lektura zapoczątkowała proces przepoczwarzania się z dziada śmietnikowego, w Otokara Teklińskiego, poważanego wydawcę bestsellerów.
Tego pamiętnego wieczora czytał treść zabazgranych koślawym pismem papierów, parskał i płakał chichocząc na cały śmietnik, łzy mu ciekły po brodzie, a na skutek parskania śmiechem,  z nosa zwisały gluty.
Uznał,  że ma przed sobą notatki jakiegoś kabareciarza, satyryka, humorysty, czy kogoś w tym rodzaju. Kogoś, kto  z pewnością napisał jeszcze wiele innych lepszych śmiesznostek, a tych – być może gorszych pozbył się, wrzucając do śmietnika. Był pewny, że ten ktoś, zarobił na podobnie dowcipnych tekstach góry pieniędzy.
Rozumowanie takie upoważniało, go do przywłaszczenia sobie praw autorskich do znalezionych tekstów i do zarobienia na ich publikacji nie małej góry pieniędzy (zwłaszcza jeśli się patrzy z perspektywy stanu posiadania dziada śmietnikowego).
Otokar Tekliński dobrze wykorzystał swoje przysłowiowe pięć minut (czego nie można powiedzieć o Ziemowicie Małolepszym). Przepisał na znalezionej w śmietniku maszynie do pisania rękopisy. Sięgnął do swoich doświadczeń i wiedzy zdobytej niegdyś dzięki współpracy z wydawnictwem, które swego czasu zapłaciło najwyższą cenę, za wydrukowanie jego pierwszej i jak dotąd ostatniej powieści.  
Pomimo nagłego przypływu wiary w siebie, zapału do pracy Otokar nigdy nie wyrzekł się swojej kontrkulturowości i dystansu do konsumpcyjnej cywilizacji. Już po wydawaniu pod swoim nazwiskiem trzeciej książki, będącej tylko delikatnie zredagowanym dziełem Ziemowita Małolepszego „O obrocie ciał jamistych” stać go było na własny śmietnik. Zaś po otrzymaniu literackiej nagrody Nobla za książkę „lecznicze kąpiele w falach radiowych” przeprowadził się do posiadłości na przedmieściach, do domu z butelek po coli pobudowanego na samym czubku wysypiska  śmieci. Tego samego wysypiska u podnóży którego na stare lata żerował Ziemowit Małolepszy. 
Obaj panowie nawzajem nie wiedzieli o swoim istnieniu. A jednak czasami się mijali. Mijając się mówili sobie dzień dobry , bo na śmietniku kultura też obowiązuje.

Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Ankieta
Brak zawartości dla tego panelu
wsparcie:

Magiczne opowiadania
Fantastyka
Najlepsze opowiadania
Katalog stron
Copyright DonPedro © 2010-2015

Załóż : Własne Darmowe Forum | Własną Stronę Internetową | Zgłoś nadużycie | okazjanazakupy.pl