Strona Główna ˇ O autorze ˇ Kontakt ˇ Katalog stronśroda, Październik 17, 2018
Nawigacja
Strona Główna
O autorze
Kontakt
Katalog stron
OPOWIADANIA
1. OKNO DO RAJU
2. KOŁODZIEJE
3. PUDEŁKO SZAFRAŃSKIEGO
4. KAWA-ŁEK CZEGOŚ
5. WIELKA UCIECZKA
6. INSTRUKCJO-PISARSTWO
7. BAJKA O MAŁŻACH
8. OD ZERA DO MILIONERA
9. NIEWIDZIALNI
10. KAMIEŃ PRZYDROŻNY
Bajka o małżach

Pewnego dnia małż rozchylił nieco połówki swej brązowo-nijakiej, dokładnie niczym nie różniącej się od wszystkich innych leżących obok niego muszli.
Znudzonym wzrokiem sprawdził, czy aby zasoby planktonu i glonów są na swoim miejscu. Uniósł wzrok do góry gdzie przez delikatnie falujące zwierciadło wody przeświecało promienne słońce. Małż poczuł nagle, że o dziwo świat wokół niego wygląda jakoś inaczej, ciekawiej niż zwykle.

Zaniepokoił się, bo instynktownie wyczuł, że tego typu uniesienie może być niebezpieczne dla kogoś w jego wieku i o jego pozycji. Małż zajmował bowiem dogodne stanowisko przy słupie pomostu, gdzie zawsze zbierało się najwięcej fitoplanktonu. Nerwowo, rozejrzał się ponownie. Na szczęście tym razem wszystko zdało się być absolutnie takie jak być powinno. Małż uśmiechnął się, odzyskując wewnętrzny spokój. Filtrując leniwie pierwsze śniadanie dla porządku jeszcze raz spokojnie się rozejrzał.

Na słupie pomostu jak zwykle kołysały się wodorosty, obok niego jak zwykle leżakowała rozgwiazda, jak zwykle toń wodną patrolowały meduzy, jak  zwykle wszędzie dokoła dno usłane było małżami, jak zwykle jedna z nich leżąca tuż obok miała niesamowity piękny brązowo-szaro-purpurowy kolor, jak zwykle...

...ZARAZ!

Małż, aż się zakrztusił fitoplanktonem.
- CO JEST GRANE! Zabulgotał. To wcale nie było „jak zwykle”.

Nigdy dotąd nie widział TEJ muszli. TEJ małży!

Małż był zauroczony jej pięknem. Wpatrywał się w nią godzinami. Fantazjował na temat jej zawartości czyli mieszkańca- a właściwie mieszkanki. Absolutnie odrzucił najbardziej prawdopodobne wytłumaczenie (między nami mówiąc jedyne możliwe), że leżała tam od zawsze i tylko nigdy nie spojrzał w jej stronę z należytą uwagą.
Małż był prawie pewien, że przybyła tu ostatniej nocy, najprawdopodobniej z bardzo daleka, z pewnością drogą powietrzną – znaczy, spadała najpierw jak gwiazdka z nieba, a potem jak kamień w wodę. „Jakim jestem szczęściarzem, że spadła właśnie tutaj obok mnie” myślał małż, nie spuszczając z niej wzroku.  

Małż nie wiedział, że cały czas jest pilnie obserwowany.
Przez szczelinę między rozchylonymi połówkami brązowo-szaro-purpurowej (obiektywnie rzecz biorąc niczym specjalnym nie różniącej się od wszystkich innych) muszli, małża bacznie obserwowała zalegającego obok współplemieńca.
Podobał jej się! Miał przestronną kształtną, solidną, muszlę i co ważniejsze najwyraźniej się nią interesował. Małży zrobiło się bardzo miło, przepadł gdzieś jej kompleks poszczerbionej muszli. Zapragnęła poznać TEGO małża.
Na widok otwierającej się szerzej małży, małż zamarł na moment.
Oto nadchodziła chwila prawdy, miał się przekonać, czy owa wyidealizowana muszla kryje w sobie piękną małżę. Aby mieć lepszy widok również rozwarł szeroko swoją muszlę.

Z dwóch leżących obok siebie muszli małż i małża patrzyli na siebie z miłością, płynął czas, a woda między nimi niezmiennie iskrzyła przenosząc telepatyczny przekaz wspólnej przyszłości. 
Oboje wiedzieli już, że pragną nigdy się nie rozstawać, że pragną się zjednoczyć, zespolić w nierozerwalną jedność, zamieszkać razem po wsze czasy.

Wtedy! Właśnie wtedy rzeczywistość po raz pierwszy w ich skorupiakowym ślimaczym życiu stanęła na drodze szczęściu!

Małż choćby nie wiem jak się męczył nie był w stanie przytulić się do wybranki swego serca.
Małża choćby nie wiem jak się rwała do niego, to i tak nie dała by  rady prześlizgnąć się do jego przestronnej muszli.
Było jasne, że nigdy nie zamieszkają razem, nigdy się nie przytulą, nigdy nie pójdą na randkę.
Najpiękniejsze chwile ich życia w mgnieniu oka przerodziły się w koszmar. Koszmar samotności, koszmar bezsilności, koszmar buntu i żalu wobec bezdusznej matki natury.


Minął rok. Drugi. Trzeci, piąty, dziesiąty, minęło wiele lat (nie chcę przegiąć bo nie mam nie wiem ile żyją małże).

Na dnie, przy słupie pomostu miedzy setkami skorupiaków nadal mieszkali w swoich przytulonych muszlach małż i małża. Woda wokół nich iskrzyła od nadmiaru przekazu telepatycznego. Tak jak przed laty nie mogli oderwać od siebie wzroku. Byli szczęśliwi! Byli wdzięczni matce naturze za to, że skazując ich na wieczny dystans oszczędziła im cierpień domowych sprzeczek, dyskomfortu związanego z małym metrażem i brakiem prywatności.
Byli szczęśliwi, dumni i wdzięczni że są skorupiakami.



Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Ankieta
Brak zawartości dla tego panelu
wsparcie:

Magiczne opowiadania
Fantastyka
Najlepsze opowiadania
Katalog stron
Copyright DonPedro © 2010-2015

Załóż : Własne Darmowe Forum | Własną Stronę Internetową | Zgłoś nadużycie | okazjanazakupy.pl